|
SONDAŻ
Czy Barack Obama słusznie został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla?
|
|
|
|
|
|
Wtorek, 23 Stycznia 2007
Miłośniczka ekstremalnych sportów
Z supermaratonistką Alicją Chrzest-Barahona z Nowego Jorku rozmawiała Yola Naklicka- Nash.
Pani Alicjo, z okazji 10-lecia swojej sportowej kariery, wzięła Pani udział w kolejnym supermaratonie "Trans 555", pokonując trasę 610 km przez piaski Sahary. I wywalczyła Pani pierwsze miejsce w kategorii kobiet!
 | | Supermaratonistka Alicja Chrzest-Barahona
| |
Fot.2Tygodnik Polonijny
|
W grudniu 2006 r. wzięłam udział w kolejnym, jak go określam, piekielnym liczącym 610 km maratonie na Saharze. Było gorąco, jak w piekarniku. Tylko 29 biegaczy odważyło się wziąć udział w tym biegu non-stop na trasie Bilma - Agadez, w Nigerii. Wielu z nich nie ukończyło zawodów. Śmiałam się, bo przechrzczono mnie na gazelę. Okazało się, że jako jedyna przebiegłam całą trasę samotnie. Wszyscy inni, a było nas łącznie 29 zawodników, biegli w grupach 2-3-osobowych. Zdobyłam pierwsze miejsce w kategorii kobiet. Podobno należała mi się również pierwsza lokata w kategorii ogólnej, czyli kobiet i mężczyzn, bo jeden z zawodników Włoch Pasqual Brandi używał niedozwolonych metod aby wygrać. Obecnie prowadzone jest dochodzenie wyjaśniające.
Oprócz piasku, niezliczonej ilości wydm i kilku karawan nic więcej nie można było tam zobaczyć. Chyba, że fatamorganę. Warunki atmosferyczne był trudne - wysokie temperatury w ciągu dnia i bardzo zimne wiatry nocą. We znaki dawały się również częste burze piaskowe, które uniemożliwiają oddychanie. Walczyłam z bólem stóp, otarciami, ogromnymi pęcherzami i problemami z żołądkiem. Kilkakrotnie nocą błądziłam po pustyni pokonując miałki i głęboki piach, po którym z trudnością można było się poruszać. Innym razem pokonywałam kamienne zbocza gór i pagórków, gdzie jeden niewłaściwy krok może kosztować złamanie nogi lub karku. Szczególnie przy tak skąpym świetle miniaturowej latarki umieszczonej na czołowej części nakrycia głowy. Jestem niezmiernie wdzięczna Robertowi Krasowskiemu z AnchorSat
(NC) za udostępnienie mi telefonu satelitarnego do komunikacji w razie zagrożenia życia. Na szczęście nie było potrzeby użycia go...
Pani Alicjo, bieg na 610 kilometrów przez pustynię wymaga ogromnego wysiłku. Skąd tyle siły w takim szczupłym drobnym ciele?
Ekstremalne biegi długodystansowe nie przyciągają wielkiej ilości zawodników, gdyż są to zawody wymagające, tzw. końskiej kondycji. Rywale są istotni, ale największym przeciwnikiem jest natura: skwar słońca na pustyni lub zamrażalnikowa temperatura na Alasce. Większa część Alaski zimą wygląda jak biała pustynia. Czyhają tu na nas wilki, wichury śnieżne i ukryte, jak pod śnieżnym kocem, nie zamarznięte części rzek, po których prowadzi trasa. Na piaskowej pustyni są skorpiony, jadowite żmije, bardzo niebezpieczne burze piaskowe i ciągły brak wody.
Myślę, że źródło powodzenia nie tkwi jedynie w sile fizycznej, lecz głównie w psychice. Jakkolwiek, mieszkając w Nowym Jorku dużo biegam. Codziennie pokonuję trasę liczącą 20 do 40 mil, by przygotować swój organizm do takiego maratonu. Moje ekstremalne hobby zawiodło mnie już w bardzo odległe miejsca na świecie - na Saharę, Alaskę, w Himalaje, do Indii i wielu innych miejsc. W biegach długodystansowych uczestniczą ludzie w wieku 35 do 50 lat. I choć nie ma limitu wiekowego (mam kolegę, który ma 71 lat i nadal biega.), to zawody te nie są dla ludzi bardzo młodych, gdyż ich organizmy nie są jeszcze dobrze ukształtowane.
Podczas zawodów zbieram pieniądze na organizację "Memory4Life"., zwalczającą chorobę Alzheimera, na którą zmarł mój sąsiad.
Skąd akurat zamiłowanie do sportów ekstremalnych? I co na to Pani mąż?
Podczas ekstremalnych zawodów długodystansowych po wydmach i w skwarze pustynnego słońca, odkrywa się w sobie możliwości fizyczne i psychiczne sięgające niewiarygodności ludzkiej. Jest to próba zmierzenia się z samym sobą, a także z naturą i z innymi.
Uważam, że dopóki żyjemy na nic nie jest za późno. Nauczyłam się pływać, gdy miałam 30 lat. Mam nawet licencję płetwonurka z przeszło stu zejściami pod wodę. Po wodnych zainteresowaniach przeszłam na jazdę na rowerze i narty biegowe. Kiedyś szalałam na nartach zjazdowych. Mieszkałam wtedy w Kitchener-Waterloo (Kanada). Później był tenis, no i ostatnio moją namiętnością są biegi długodystansowe. Czym trudniejsze warunki, tym większym są dla mnie magnesem.
Mój mąż Francisco pochodzi z Chile. Jest bardzo dobrym matematykiem i też lubi sport. Gdy któregoś dnia powiedziałam mu, że chcę wziąć udział w zawodach na pustyni, ale mam pewne obawy, odpowiedział: „Jeśli chcesz to zrobić to zrób to. Żyj pełnią życia. Lubisz biegać, więc biegaj!” Pobiegłam więc. Mąż przebiegł też kilka maratonów. Czasami wita mnie na macie, jeśli jest ona w jakimś zamieszkałym miejscu. Był w Erfound (Maroko), w Petra (Jordania) i na Alasce.
Zwycięzcy supermaratonów nie otrzymują żadnych nagród pieniężnych. Sport ten nie jest jeszcze dobrze rozpropagowany. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Obecnie jestem nie tylko zawodnikiem, ale i swoim sponsorem i trenerem.
Co jest najtrudniejsze na trasie? Halucynacje?
Najbardziej dają w kość skrajne temperatury - od plus 50C do minus 50C - w zależności, gdzie odbywają się zawody. Np. na Saharze w swoim ekwipunku muszę dźwigać litry wody i okrycie na całodzienny skwar, a na zimne noce szalik, rękawice, ciepłą kurtkę i śpiwór.
Dokucza też samotność, walka ze sobą aby nie zasnąć, pragnienie, ból towarzyszący zmęczonemu ciału, strach przed skorumpowanymi tubylcami i bandytami. No i halucynacje. Każdy kto brał udział w takim maratonie wie o czym mówię. Okropne zmęczenie jakiego doświadczamy podczas maratonu, powoduje halucynacje. Są one obrazami tak rzeczywistymi i tak wiele ich pamiętam, że mogłaby powstać z tego książka. Najciekawsze są halucynacje w halucynacjach tj. jak sen we śnie. Z powodu dużego pragnienia miałam halucynacje... o wielkich cysternach stojących w szeregu, ale co ciekawe - bez wody. Widziałam piękne zielone drzewa na Saharze lub też kwitnące gaje, doliny, skaczące przeogromne białe króliki i inne zwierzęta. Najciekawsze jest to, że wiemy iż to halucynacja, a w dalszym ciągu odbieramy ten świat jakby był realny.
Co Pani robi, żeby nie zabłądzić na pustyni piaszczystej czy śnieżnej? Jak jest z odpoczynkiem i snem?
Biegnie się wg sygnału GPS, od punktu kontrolnego do punktu kontrolnego. Takie punkty w zależności od biegów znajdują się w odległości od 20 km do 140 km. Na pustyni punkty te są od siebie oddalone ok. 25 km. Zwykle jest to samochód terenowy. Można położyć się pod nim, bo jest cień, przespać godzinkę. GPS-y nie działają podczas burz piaskowych. Na Alasce, na trasie Iditarod, schroniska są rozmieszczone w olbrzymich odległościach od 50 km do 140 km. Podczas zawieruchy śnieżnej najlepiej jest zabiwakować w śpiworze. Należy mieć ze sobą bardzo dużo baterii, gdyż w niskiej temperaturze szybko się wyładowują.
Ultra-maraton to nie spacer przez park. Jest to sport ekstremalny, który podlega ekstremalnym regułom. Jeśli pragnie się wygrać to odpoczynek musi być jak najkrótszy. Stąd halucynacje, powodowane wyczerpaniem fizycznym i brakiem snu.
Podczas biegu mam okazję oglądać karawany. Widziałam kiedyś karawanę liczącą 1000 wielbłądów. Przewoziła sól z Bilmy. Gdy w nocy mijam jakąś odpoczywającą karawanę, dociera do mnie przeżuwanie wielbłądów i chrapanie zmęczonych Arabów. Czasem boję się, że pustynni tubylcy zareagują agresją na widok kobiety ubranej w krótkie spodenki i T-shirt, ale na szczęście do tej pory nie zaznałam żadnej, nawet najmniejszej nieprzyjemności z ich strony. Podczas biegu śpiewam i rozmawiam sama ze sobą . Wszystko po to, aby nie zasnąć i aby skupić swoją uwagę na czymś innym niż zmęczenie i ból.
Biegając na kilku kontynentach, czuje się Pani obywatelką świata. Za swoje sukcesy w biegach otrzymała Pani liczne wyróżnienia.
Lubię się przemieszczać. W Polsce też zmieniałam miejsca (jak cyganka). W 1981 roku wyjechałam na roczną wymianę do Kanady. Byłam tam 10 lat. Później zapuściłam korzenie w Ameryce Północnej, w NY i nadal, co jakiś czas, „przenoszę się” w różne strony świata, biorąc udział w biegach.. Rokrocznie odwiedzam Polskę, szczególnie Piotrków Trybunalski i Suchą Beskidzką, z którymi jestem bardzo związana przeszłością. Dzięki zawodom, w których biorę udział, mam możliwość poznawania zakątków, do których turyści nie trafiają nigdy.
Kilka razy udało mi się wygrać zawody.. Tak było w Trans 555 km (Nigeria), w Trans 550 km (Alaska), Trans 333 km (Mauretania) i 24-godzinne biegi (Wakefield, MA). Mam długą listę wygranych wśród kobiet (od 50 km aż do 550 km).W 2005 r. otrzymałam specjalne odznaczenie za swoje osiągnięcia. Project Legacy w kategorii "CAN-DO Spirit", nazwał mnie "Outstanding Contemporary Woman in Business". Nagrodę tę otrzymały zaledwie 24 kobiety w USA. Oprócz tego w 2006 r. prestiżowy klub biegaczy, do którego należę i ja, "Ultra Broadway Society", uhonorował mnie tytułem "Hall of Fame Honors & Inducts".
Gratuluję! A jakie ma Pani plany na przyszłość?
Chcę rozpropagować swoją charytatywną działalność dla "Memory4Life”. Poza tym wiele osób prosi mnie o napisanie książki. Jestem pełna wigoru i pomysłów. Tak się składa, że nie liczę swoich lat, dzięki czemu nie zamykam siebie w jakiejś statystycznej szufladzie. Kiedyś mówiło się, że pięćdziesięciolatek to okropnie stary człowiek. Teraz patrzy się na to inaczej. Moja rada: spróbuj zanim powiesz „nie mogę”. Gdybym w 1996 nie spróbowała biegania, nigdy bym nie wiedziała, ile radości może mi ono przynieść. Muszę teraz jednak trochę popracować, bo rozpoczęłam właśnie nową pracę. Czy wybieram się na następny supermaraton? Pęcherze na stopach już się zagoiły, odzież nie spada ze mnie, więc fizycznie jestem gotowa.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: "2Tygodnik Polonijny"
|
|
Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy
|
| zycie na wysilku |
[ |
Odpowiedz |
] |
| '~Marian' o 2007-01-23 17:32:05 |
[ |
Zgłoś |
] |
|
|
Czego tez ludzie, a raczej kobiety nie wymysla! Adrenaline zdobywa z zycia na wysilku na maxa z wirtualnym bialym krolikiem (ze zmeczenia) na Saharze. |
|
|
|
Pani Alicjo jestem pelen podziwu dla Pani zamilowania i osiagniec. Kto nie byl na pustyni ten nie ma pojecia jak jest zdradliwa, ja bylem, choc nie biegalem, wiec jeszcze raz Pani gratuluje. Zycze Pani dalszych sukcesow. |
|
|
|
Moje gratlacje za takie wyczyny no i zdrowie. To niewiarygodne. Ja bym sie juz nie odwazyla na cos takiego a przeciez jestesmy w jednym wieku. Mam nadzieje, ze sie nie myl ze to Ty Alu.
To ja Lucyna z Suchej Beskidzkiej i kolezanka z TE. Czy mnie jeszcze pamietasz.? Nie moge w to uwierzyc, ze po tylu latach trafilam na Twoj slad i to przez przypadek. Prosze Cie bardzo odezwij sie do mnie. Czekam . Podaje Ci moj adres e-mail:
lucyllabober@op.pl |
|
| Pani Alicjo Z A P R A S Z A M |
[ |
Odpowiedz |
] |
| 'kamus' o 2007-08-23 15:03:25 |
[ |
Zgłoś |
] |
|
|
na 5 KAMUS MARATON 20.10.2007r. www.kamusmaraton.pl
zaliczyłem 121 maratonów w tym jeden na pokładzie staku na Atlantyku, mój adres e-mail kamusss@poczta.fm |
|
|